Karol Kleszyk z Piotrem Waksmundzkim przejechali ponad 1500 km przez pustynię Gobi w ciągu 17 dni!

 
 
 
 
 

National Geographic nominował naszą wyprawę do podróży roku

Karol o wyprawie

Kiedyś natrafiłem na stronę internetową rowerzystów, którzy opisali swoją wyprawę na pustynię Gobi. Z każdym przeczytanym zdaniem narastało we mnie pragnienie przeżycia takiej przygody. Na drugi dzień miałem już mapę Mongolii w rękach i zacząłem wytyczać drogę rowerowej wyprawy. Od tego dnia moje serce rozpalał zew pustynnego wiatru.

 

Jedziesz ze mną ziom na pustynię? zapytałem Piotrka, „jedziemy” powiedział i od tego momentu zaczęliśmy się przygotowywać do wyjazdu. Każda część w rowerach musiała być przystosowana na niekorzystne warunki jakie panują na Gobi. Dzięki profesjonalnym oponom z wkładką antyprzepięciową przejechaliśmy 1500 km bez przebitej dętki! Ostre kolczaste krzaki i rozbite butelki przy kopcach szamanów nie stanowiły przeszkody dla naszych opon.

Po przylocie do Ułan Bator, przejechaliśmy busem do Altay gdzie zaczęła się nasza przygoda. Dzięki specjalnym jednokołowym przyczepkom mogliśmy zabrać po 40 litrów wody na głowę. W sakwach tylnych wieźliśmy 25 kg makaronu i resztę sprzętu.

W 17 dni pokonaliśmy ponad 1500 km, metą był Saynsnand skąd pociągiem dojechaliśmy do Ulan Bator. Plan był taki, żeby przejechać jak najszybciej wytyczony wcześniej szlak.

Czasami przez kilka dni nie widzieliśmy żadnych ludzi na pustyni. Czasami musieliśmy prowadzić rowery przez kilka godzin w ciągu dnia, gdyż nie dało się jechać w piachu zmieszanym ze żwirem. Najgorszym odcinkiem szlaku był park narodowy Gobi Gurvan Saynan gdzie zgubiliśmy drogę i pojechaliśmy 20 km w stronę granicy Chińskiej. Mieliśmy kilka map lecz żadna z nich nie była wiarygodna i nie zgadzała się ze współrzędnymi, które odczytywaliśmy dzięki telefonowi satelitarnemu – przydał się! Kompas wytyczał nam kierunek i to był najlepszy Gps. Nie obyło się bez kłopotów zdrowotnych, kilka razy miałem ostrą biegunkę a Piotrek leżał w gorączce.

Wodę ze studni oczyszczaliśmy specjalnym filtrem. Czasami wiatr wiał tak mocno, że nie dało się jechać na rowerze. Do tego burza piaskowa, która skutecznie zacierała drogę.

Karol Kleszyk


 

Fotografie z wyprawy dostępne na naszej stronie na Facebooku

Filmy na naszym kanale YouTube

Pin It on Pinterest